Sobota, Luty 8, 2020, 14:08

W znajomości branży i ludzi MMA niewielu może mu dorównać.  Z cyklu „po drugiej stronie obiektywu” zapraszamy na wywiad z kolejnym świetnym dziennikarzem, pasjonatem MMA, współtwórcą portalu InTheCage.pl – Michałem Malinowskim.

 

Kim jest Michał Malinowski?

Jestem współtwórcą portalu inthecage.pl, czołowego portalu o MMA w Polsce. I to właśnie MMA skupia moja uwagę najbardziej. Jestem także rodowitym Kujawiakiem, który na ten moment zamieszkuje Grudziądz i tu realizuje się zawodowo.

 

Jak się zaczęła Pana przygoda z dziennikarstwem, dlaczego sporty walki?

Moja przygoda ze sportami walki rozpoczęła się w 2004 roku od pierwszych gal Pride, gdzie poznałem ten niezwykły sport. Fascynacja ta doprowadziła mnie do forum, które zrzeszało ludzi takich jak ja. Po kilku latach sami postanowiliśmy coś stworzyć. "Magazyn MMA" był pierwszym miejscem, gdzie pojawiały się moje wywiady i artykuły. Portal ten jednak upadł. I dopiero w 2013 roku powstało inthecage.pl.

 

Gdzie głównie można znaleźć Pana publikacje?  

Moim "domem" oraz dzieckiem jest właśnie portal inthecage.pl. Ja głównie jestem odpowiedzialny za nasz podcast, MMA Tunajt, które razem z Mariuszem Olkiewiczem od lat prowadzimy. Jest to jedyny podcast w Polsce, Ponad 200 odcinków to spore doświadczenie i mówiąc nieskromnie, całkiem nieźle nam wychodzi.

 

Jak wygląda Pana praca od kulis. Jak to jest być dziennikarzem sportowym?

Jeśli ktoś uważa że praca dziennikarza sportowego to sama przyjemność, bardzo się myli. Nie ma wolnych weekendów, są zarwane noce. Podam przykład wyjazdu na KSW do Zagrzebia. Z mojego Grudziądza do Zagrzebia podróż w jedną stronę trwała 23h. Mało osób jest w stanie poświęcić urlop na taką "przyjemność". Czasem by nagrać wywiad z zawodnikiem ze Stanów trzeba wstać o 2-3 w nocy. Zdarza się że zawodnik zapomni albo coś mu wyskoczy, wtedy trasa i czas poświęcony na przygotowania jest na darmo. Niestety nie zawsze jest kolorowo. Jednak oczywiście jest i mnóstwo pozytywów, ale generalnie to ciężki kawałek chleba jest.

 

Ile czasu trzeba poświęcić na przygotowanie materiału?

Jest to bardzo zróżnicowane. Są posty które robi się w 15 minut, są też takie, na które potrzeba godziny (pozdrawiam Martyna). Na podcast który nagrywamy trzeba poświęcić ok 4h, przygotować się ok 1,5h i nagrać - ponad 2h.

 

Z kim zrobił Pan najciekawszy wywiad? Kto zrobił na Panu największe wrażenie?

Kilka lat temu rozmawiałem z Markiem Huntem, chyba jako jedyny w Polsce. Do dziś mamy kontakt. Jest to przemiły człowiek o dużym poczuciu humoru. Uważam że właśnie ten materiał był najbardziej udany. Byłem też niezwykle zadowolony z wywiadu z Lenne Hardt, legendarnej announcerce Pride.

 

Które wydarzenie/gala według Pana doświadczenia jest zawsze udana i dlaczego?

Sporo było świetnych gal, które zapamiętam na zawsze. Jednak chyba najważniejsza to ta, którą sam współorganizowałem, czyli Wieczór Wojowników w Grudziądzu. Dzięki Arielowi Piechockiemu i jego małżonce Joannie mogłem posmakować na własnej skórze jak wygląda to od środka w 100%. Problemy z kartą walk, organizacją, masa spraw do ogarnięcia. Ogromny kop motywacyjny i nauka która zaprocentowała. Zrobiliśmy już dwie gale MMA i dwie grapplingowe, a to nie koniec.

 

Który materiał uważa Pan za najbardziej udany?

Zdecydowanie seria MMA Tunajt. Ponad 200 odcinków, baza wiernych słuchaczy która motywuje cały czas zarzucając mnie i Mariusza wiadomościami: "kiedy podcast?".

 

Jaki materiał był największą klapą, lub się totalnie nie udał, był taki?

Tak, był taki. Kilka lat temu byłem bardzo blisko rozmowy z Khabibem Nurmagomedovem. Niestety nie udało się. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i na gali UFC 242 w Abu Dhabi gdzie była nasza ekipa udało się go wreszcie zrobić.

 

Która sztuka walki jest dla Pana najbardziej ciekawa i dlaczego?

Zdecydowanie MMA. Tam nie ma przypadku, musisz być dobry zarówno w górze jak i na ziemi. Nie wystarczy boks, nie wystarczą same zapasy. To najcięższy sport jaki znam. Sam trenowałem i trenuję do teraz rekreacyjnie. Ten sport wymaga wielu wyrzeczeń. Doświadczyłem to na własnej skórze.

 

 

Kto jest Pana największym autorytetem w sportach walki?

Bezsprzecznie Mirko "CroCop" Filipović. To właśnie walkę Chorwata zobaczyłem jako pierwszą i to dzięki niemu zainteresowałem się tym sportem. Dla mnie jest to pomnik, legenda i ikona. Od 2006 roku nie przegapiłem jego żadnej walki. Każdą też widziałem na żywo. Tym większą przyjemnością było moje spotkanie z Mirko na KSW w Zagrzebiu. Wspólne zdjęcie, wymiana kilku zdań. Może to niektórych śmieszyć, dla mnie ta chwila zostanie do końca życia w sercu.

 

Jak Pan ocenia, ze swojej dziennikarskiej perspektywy sztuki walki i ich rozwój w Polsce?

W Polsce sztuki walki to MMA. Gdyby nie było KSW, Polska scena tego sportu byłaby uboga. Boks w Polsce w moich oczach to porażka, ściąganie Ukraińców za 100 euro, budowanie rekordów i gale w halach szkół. KSW robi 5 gal w Polsce, zawsze z widownią ponad 10 tysięcy, FEN podobną ilość gal w halach po 5-6 tysięcy osób. Który sport walki generuje więcej biletów? Żaden.

 

A jak ocenia Pan imprezy sportowe i naszych fighterów?

Nasi fighterzy sportowo rozwijają się niezwykle szybko, bo i infrastruktura do treningów jest co raz lepsza. Kluby wyszły z piwnic i przeniosły się do galerii handlowych. Zmieniło się także podejście do mediów, co raz więcej zawodników rozumie że to ich praca.

Imprezy także stoją na co raz wyższym poziomie. Jeśli są kibice, są sponsorzy. Na przykładzie Wieczoru Wojowników mogę to udowodnić. Po pierwszej gali MMA w Grudziądzu która okazała się sukcesem kibice chcieli dużo więcej, byli tego głodni. Przekuło się to także na sponsorów, którzy dużo chętniej i hojniej wsparli druga galę. Kluczem do sukcesu jest robienie tego z głową, a większość organizatorów właśnie tak do tego podchodzi.

 

Co uważa Pan za największą słabość w Polskich sportach walki, czego brakuje?

Jak w każdym sporcie- pieniędzy. MMA rozwija się dynamicznie, pod każdym względem idzie do przodu i ja nie zmieniałbym tu za dużo by nie zburzyć tego co rynek sam produkuje. Z pewnością byłoby lepiej gdyby imprezy lokalne miały większe budżety, mogły robić lepiej, mocniej, więcej.

 

Autor: PaG


Copyright ©2020 Martial Sports, All Rights Reserved.